środa, 8 października 2014

Rozdział 1 Spotkanie Zamaskowanego.

Sayka: Jacob zrobiłeś zadania!?
Jacob: Taak!
Sayaka: A śmieci wyniosłeś!?
Jacob: Taak!
Sayaka: A, która godzina!?
Jacob: Taak!
Sayaka: Oho znowu gra w lol'a...
~~~
Po mojej słynnej, od dzisiaj w liceum, wpadce na biologii miałam zamiar iść prosto do domu gdzie czekał na mnie Ojciec z kuzynem.
Nasza historia nie była zbyt przyjemna, kuzyna rodzice porzucili go po czym moja matka czyli siostra jego mamy zgodziła się go wychować. Niestety trzy lata temu mama zginęła w wypadku samochodowym. Do tej pory się z tego szoku nie otrząsnęłam ale dzięki DreamHell'owi jestem w stanie przeć w życiu na przód. Kuzyn nazywa się Adrian Heavens jest rok młodszy ode mnie, ma blond włosy, jaskrawo zielone oczy i za zwyczaj nosi swetry w kratkę. Wygląda i trochę zachowuje się jak kujon ale w domu jest spoko.
ruszyłam dosyć wąską jedno kierunkową uliczką Pilshaven w stronę swojego jedno rodzinnego domku.
Szłam szarym jak popiół chodnikiem co jakiś czas omijając dziury lub pęknięcia w nim.
Nie za bardzo uważałam co się wokół mnie dzieje. Trochę się zamyśliłam skoro nie usłyszałam jak znajomy mnie wołał.
W końcu jednak pod wpływem delikatnego szturchnięcia ocknęłam się.
Za mną stał Robert Live mój kolega z klubu szermierki, rówieśnik. Bardzo wysoki( 185 cm) szatyn o brązowych oczach, cienkich ustach, i rysach twardziela, odezwał się:
-Siemka Evelyn!
-O cześć Robert, co tam?-w odpowiedzi zapytałam.
-A nic takiego oprócz bólu głowy od nauki. Ale wystarczy o mnie, Trenerka Kira dziwi się że opuściłaś ostatnie dwa treningi. Mnie osobiście też to zastanawia, w końcu jesteś naszym najlepszym szermierzem.
-Wiesz... miałam pewną sprawę rodzinną, ale teraz już wszystko w porządku. Jeśli byś spotkał trenerkę to powiedz jej że na następnym już będę.-coś nie brzmiało to wiarygodnie mimo, że była to prawda.
-Jasne powiem jej-ale Dobry kolega nie podejrzewa mnie o  nic.
Po tym nastąpiła jeszcze krótka wymiana słów, pożegnanie i się rozeszliśmy.
Resztę drogi przebyłam trochę szybciej nie chcąc spóźnić się jeszcze bardziej.
Podchodząc do drzwi zapomniałam, że powinny być zamknięte i po prostu wparowałam do przed pokoju. 
Dopiero kiedy zobaczyła zupełnie obcą mi rodzinę i zbyt szeroki korytarz zrozumiałam, że moj dom jest 300 m dalej...
Ci ludzie na mnie na wrzeszczeli a będąc w miarę dobrze wychowaną nie przerywałam i tylko przepraszałam.
Podejmując się drugi raz wyzwania odnalezienia własnego domu już dokładnie sprawdziłam, że to mój dom. 
Wyjęłam klucze otworzyłam drzwi krzycząc "Wróciłaaam!"
Rzuciłam torbę do pokoju i wróciłam się do kuchni znajdującej się blisko drzwi wejściowych.
Zastałam tatę przy kuchni gotującego coś ładnie pachnącego.
-Jak ci miną dzień skarbie?-zapytał.
-Nie zbyt kolorowo ale też nic nadzwyczajnego...-odpowiedziałam.
-Czyli?
-A szkoda słów...
Na obiad trzeba było trochę poczekać, więc poszłam przywitać się z kuzynem, który nawet nie zauważyła że wróciłam bo telewizje oglądał.
Poszłam po schodach do góry na pierwsze piętro do swojego pokoju.
Był on średnich rozmiarów. Po prawej od drzwi przy ścianie stało łóżko, Po przeciwnej biurko z laptopem, na środku pokoju leżał zielony dywanik pod kolor ścian na którym mieścił się stolik.
Poza tym parę szafek i masa ubrań.
Położyłam się na łóżko i powoli przenosiłam się do DreamHellu.
Pobyt tam jest jednym z moich najbardziej pożądanych czynności w czasie wolnym, i ewentualnie na nudnej lekcji biologii.
Bez przeszkód otworzyłam oczy na tej samej zielonej polanie, na której opuściłam ten świat.
Rabes w dalszym ciągu leżał przy mnie.
-Cóż to się stało, że zniknęłaś tak nagle?-zapytał gdy się zorientował że wstaję.
-A nic takiego, miałam sprawę u siebie.-mówiłam Rabesowi, że potrafię przenieść swój umysł w inne miejsce, on wierzył mi.
-Rozumiem.
-A co ciekawego ty robiłeś ostatnio?-zapytałam.
-Większość czasu przeleżałem obok ciebie, ale przez jakieś dziesięć minut rozmawiałem z lordem Shaco(czytaj Szako), który się tu pojawił.
Lord Shaco jest właścicielem wszystkich bibliotek w Oberonie i przewodniczącym rady miejskiej.
Oberon to dosyć duże miasto mieszczące się nie daleko stąd. Lord Shaco to wysoki mężczyzna o bardzo jasnej cerze i błękitnych oczach. Czarne długie włosy spływają po jego owalnej twarzy.
Często chodzi w długich staromodnych białych szatach z czarnymi dodatkami.
Ani nie wygląda ani nie jest za bardzo sympatyczny.
Przewodniczący rady często ma jakieś interesy do mnie jak na przykład "ukradli mi... odzyskaj..."
albo "eskortuj, ochraniaj..." czy coś w tym stylu. Ale dzięki temu przymyka oko na moje wpadki.
-A co on chciał, że aż tutaj się potrudził?-zdziwienie to mało powiedziane, w końcu jest takim strasznym pedantem.
-Znowu coś od ciebie chciał, jeśli dobrze pamiętam to było coś z "Wielką komnatą mieczy"...
-JESTEŚ PEWNY?!?! Na pewno powiedział Wielka komnata mieczy?-Krzyknęłam nie mogąc uwierzyć.
-Tak mi się wydaje.-nie pewnie odpowiedział Rabes.
-Natychmiast wyruszamy.-Powiedziałam biorąc go na ręcę.
Pobiegłam w stronę drzew otaczających polanę. Lekkim podskokiem wylądowałam na jednej z gałęzi. W tym świecie jestem w stanie robić różne rzeczy. Tak jak na przykład to co przed chwilą.
Wystarczyło,że obiorę sobie cel, lekko się podbiję i jestem w stanie wskoczyć na niego, nawet jeśli znajduje się na wysokości kilku merów.
Następnie powtarzałam tą czynność skacząc z drzewa na drzewo.
-Panienko ale co to jest ta wielka komnata mieczy?-zapytał Rabes.
-To mała wioska w której podobno żyje kowal umiejący zwiększyć ostrość i siłę uderzenia miecza 1000 razy!-wydusiłam z siebie nie mogąc uwierzyć.
-I dlatego tak ci się śpieszy?
-Dokładnie.
-Dobrze jak panienka chce-z dziwnym tonem w głosie powiedział Rabes.
Dalej skakałam z królikiem pod ręką.

W końcu dotarłam do Oberonu.
I natychmiast pobiegłam w stronę siedziby rady miasta. Wbiegając do recepcji zapytałam o Lorda Shaco.
-Przepraszam ale wyszedł jakieś pięć minut temu.-usłyszałam w odpowiedzi.
Zaczęłam wszystkich rozpytywać gdzie on mógłby być. Podano mi rożne miejsca. Biegłam je sprawdzić szybciej niż wychodzę w piątek ze szkoły.
W żadnym z podanych miejsc go nie było, załamana i w depresji poszłam na swoją ostatnią deskę ratunku. Poszłam zapytać jego już bardzo starą matkę.
Sympatyczna staruszka siedząca na fontannie na rynku zauważyła mnie podchodzącą i odezwała się pierwsza.
-Ooo czy to nie panienka Evelyn i jej królik Rabes?-Rabes siedział tak cicho, że zapomniałam, że go trzymam.
Starsza pani wyglądająca na przeciwieństwo syna była bardzo szanownym starostom i jednym z potężniejszych magów tego świata. Była bardzo niska i przygarbiona, siwe włosy uczesane w koka dawały jej pomarszczonej twarzy idealny wyraz sympatii. ubierała się zazwyczaj w popielate lub rzadziej czarne z wzorem sukienki, a na to różnokolorowe sweterki.
-Dzień dobry pani Rondo. Mam pytanie odnośnie pani syna?
-Ach tak? Cóż Shaco znowu nabroił...?-powiedziała wzdychając.
-Nie to nie tak... chciałam po prostu wiedzieć gdzie on jest.
-Hmmm... daj mi się chwilkę zastanowić...-Starsza pani zamknęła oczy i zmarszczyła czoło.-hmmmm.... Cóż jest takie jedno miejsce gdzie mógłby być, ale...
-Ach tak gdzie to jest?-przerwałam jej.
-Ostatnio wybierał się do parku w zachodniej części Oberonu.-Powiedziała nie przestając się zastanawiać.
-Mówił o tym pani?
-Nie...-staruszka szyderczo się uśmiechnęła-Widział go tam jeden z moich kruków.
-Ahaaa... Dobrze ja już pójdę?-powiedziałam przestraszona.
-Dobrze kochana. Powiedz mu żeby wracał bo mu obiad ugotowałam.
Dziwiłam się bo przecież Lord Shaco jest dorosły.
-Dobrze proszę pani. Do widzenia.-krzyknęłam "uciekając".

Biegłam do parku z całych sił. Był on już naprawdę ostatnim miejscem gdzie mógłby być.
Wpadając zdyszana na trawę w parku ujrzałam Lorda Shaco rozmawiającego z jakąś męską sylwetką w potarganym granatowo zielonym płaszczu. Miał założony kaptur na głowę więc nie widziałam twarzy. Jedyne czego byłam pewna to fakt że facet miał przy boku miecz tak jak ja. nie wahając sie wyciągnęłam floret z pochwy przy pasie, skoczyłam między Shaco a tego gościa i celując szpicem miecza w gardło zamaskowanego powiedziałam:
-Łapy przecz od mojego pracodawcy!!!

~~~
Co prawda miałem napisać ten rozdział z Syaką ale wcięło mi ją a ja nie dałem rady już czekać.
Mam nadzieję, że się podobało.
Błagam bo inaczej Sayaka mnie zabije...
:)

4 komentarze:

  1. Bardzo fajny blog, świetny styl, pełen ekspresji i dynamiczny.
    Przy okazji zapraszam do siebie:

    http://ofiara-wrozek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już go czytam i mimo że jestem dopiero w szóstym rozdziale śmiało stwierdzam że ofiara wróżek jest naprawdę udana.
      I oczywiście dzięki za komentarz zachęcił on mnie do pisania
      mam nadzieję że Sayakę też zaczęci :*

      Usuń
  2. Łoo... Nieźle!!! Jestem ciekawa, co dalej.. Bo coś mi się zdaje, że Lorda wcale nie trzeba było ratować...
    A tak swoja drogą, to będzie kontynuacja?!
    Hmmm... co jeszcze... A, tak!!!
    Pozdrawiam serdecznie, WENY OGROMNEJ życzę, CZASU i CHĘCI na dalsze pisanie!!!

    OdpowiedzUsuń